Nareszcie koniec. Koniec chowania się na drugim końcu świata. Koniec panowania mroku.Rudowłosa szesnastolatka nareszcie odczuwała nieubłaganą ulgę związaną z końcem wojny.
Szła z tą myślą
korytarzem niegdyś prowadzącym do Wielkiej Sali.W połowie drogi do
celu ujrzała zielonookiego mężczyzne o kruczoczarnych
włosach.Najwidocznej on też ją zauważył.Choć chciała ominąć
spotkanie zbliżał się do niej nienaturalnie szybko. Świat
zdecydowanie chciał jej zrobić na złość. - Pomyślała
opuszczając głowę w której aż się roiło od najróżniejszych
myśli.
Ktoś
jej "brutalnie" przerwał rozmyślanie łapiąc ją za
podbródek i patrząc prosto w oczy.To był ten sam osobnik rasy
ludzkiej którego widziała na korytarzu z daleka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od
tego wydarzenia minęły trzy lata. Przez całe trzy lata nie czuła
już tego co kiedyś.Nie czuła już jak to mówią ci głupi mugole
,,Tej mięty" do Harry'ego. Jej rodzina zmieniła się
diametralnie przez te "tylko" trzy lata.Ci "kochający"
bracia stali się egoistami w skali 10/10 , tata zmarł, a mama po
jego śmierci spełnia wszystkie zachcianki mojego starszego
rodzeństwa tłumacząc ,że jej ukochani synowie czują się
strasznie po stracie Ojca. Jedynie mnie tak nie traktowała.
Mówiła:
-Musisz
sobie znaleźć porządnego męża.- powtarzała.
Zostałam
zmuszona do małżeństwa z "bardzo porządnym" Harrym.Moja
'rodzina' nie przyjmowała tego ,że nie chcę z nim być.Nie
docierało do nich ,że to nie ten jedyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz